Wieczorne przemyślenia…

To okropne że po kilku latach znajomości, tysiącach przegadanych godzin, można ot tak, stać się obojętnymi sobie ludźmi… Z drugiej strony po co mam gościć w swoim świecie kogoś, komu na mnie w ogóle nie zależy? Wiecie, kiedyś wierzyłem w „NA ZAWSZE”, dziś nie mam złudzeń że to tylko pusty slogan… Dziś jedyna miłość w którą wierzę to ta którą obdarza nas Bóg…A to co ludzkie? Wszyscy wiemy jacy potrafią być ludzie i ile warte bywa to co ludzkie… Słowa, czyny, przysięgi, nawet te składane przed ołtarzem… Kurwa mać, robię się coraz bardziej zimny i zgorzchniały… Pytanie czy to również zasługa lat z depresją, czy do reszty straciłem złudzenia jeśli chodzi o nasz gatunek? 😂

Są kopalnie-nie ma węgla, są cukrownie-brakuje cukru?!

Jak to możliwe, że w Polsce, kraju słynącym z uprawy buraka cukrowego i buraków w rządzie brakuje cukru na sklepowych półkach, a w internecie ceny rodzimego kryształu dorównują cukrowi trzcinowemu, który importujemy z odległych krajów?! To bardzo proste drogie pociechy! Rząd, podobnie jak w przypadku węgla, postawił na import, jednocześnie nie doszacował potrzeb rynku wewnętrznego. Z węglem było tak, że Polski sprzedawaliśmy za granicę, a sprowadzaliśmy z Raszy węgiel tańszy i głównie ten zalewał rynek. Gdy z Raszy węgiel przestał docierać to ceny zaczęły świrować a węgla zaczęło braknąć. Polski cukier jest…np w Niemczech i to po dużo niższych cenach niż u nas, na co dowodem są zdjęcia naszych rodaków którzy tam przebywają. Durny rząd, chcąc załagodzić skutki rozdawnictwa i bezrozumnego zarządzania budżetem państwa postawił na import, jednocześnie mając kompletnie wyjebane na zapewnienie rezerw w kraju! Polskie cukrownie z łatwością sprostały by zapotrzebowaniu nawet dla spanikowanych i kupujących na metry Polaków, gdyby nie to że spora część naszego cukru wyjeżdża w wagonach do naszych sąsiadów! Mamy kopalnie, mamy cukrownie, a nie mamy węgla i cukru! Nie przez wojnę, nie przez Tuska, Brukselę, czy Polaków kupujących na zapas, tylko dlatego że POLSKĄ RZĄDZI BANDA NIEKOMPETENTNYCH IMBECYLI I ZŁODZIEI! Dobrze zarządzany kraj ma rezerwy, nie tylko budżetowe, ale i towarowe, dba o swój rynek, a u nas? U nas rozdawnictwo i wyprzedawanie wszystkiego by było z czego kontynuować rozdawnictwo! Dla kraju takiego jak Polska to gotowy przepis na katastrofę!
PS: Jakby jakaś niewiasta była zainteresowana to mam więcej tego cukru i węgiel w piwnicy 😉😂 A poważnie to dożyliśmy mega popierdolonych czasów…Ale ja na te PiSowskie łajno nie głosowałem…

Wierszydło Marudy

Dawno nie było żadnego radosnego gniotka, ale na Wasze nieszczęście przed chwilą jeden wpadł mi do głowy, więc się z Wami podzielę 😙 Wasz skromny sługa Maruda się odmeldowuje, życząc wszystkim dobrym serduchom miłego wieczoru i spokojnej nocy ❤❤
Odejść, nim nadejdzie świt,
zawrzeć w milczeniu wszelkie boleści słowa,
po cichu zamknąć za sobą drzwi,
i niechaj Pan Bóg od zguby uchowa.
Przekreślić resztkę tych Ziemskich dni,
już bez ciężaru zacząć od nowa,
zabrać ze sobą garstkę przeżytych  chwil,
a Ty mój Boże od zguby uchowaj.

Podsumowanie tygodnia…

Kolejny tydzień dobiega końca… Zleciało nie wiadomo kiedy… Całe nasze życie tak zleci i nim się obejrzymy naszymi ciałami będą żywić się robaki…Dobra, już przestaję 😂 Chciałem pozytywnie Was nastawić 😉 Jaki był dla mnie kończący się tydzień? Dość pracowity… Ale wiecie że nie jestem typem człowieka który się wyleguje gdy robota czeka… Lenistwo tak, ale tylko w niedzielę! 😇 Rozpocząłem akcję pod kryptonimem „Ciepłe dupy inwentarza” i wziąłem się ostro za wożenie i układanie drzewa w piwnicy. Wieeeem że do zimy jeszcze trochę czasu zostało, ale skoro jest pogoda to trzeba wykorzystać! Co prawda uszkodzony mięsień po takich dniówkach daje popalić, ale gdybym się pieścił to nic bym nie zrobił… 😕 Temat przetworów niemal domknięty. Samych kiszonych zrobiłem ponad 100 słoików 😅 Ale mam pierdolca na punkcie robienia przetworów 😇 Wykorzystałem urodzaj na pomidory i zrobiłem też trochę sosu do spaghetti, a pachnące jabłuszka przerobiłem na słodziutki dżem. Poza tym sprzątnąłem z ogrodu grządki z cebulą i czosnkiem, porobiłem trochę porządków i robiłem setki innych rzeczy 😂 A gdy dodać do tego funkcję nadwornego kucharza, praczki, sprzątaczki… Kurwa mać, czy tylko ja mieszkam w tym domu? 😂😂😂 Kolejny intensywny tydzień… Co więcej? W tym tygodniu trzy razy poranne zakupy robiłem w osiedlowym Chortenie, który do tej pory omijałem szerokim łukiem, ale nie miałem wyjścia bo sklep w którym do tej pory robiłem zakupu najwyraźniej ma za dużo klientów i pieniędzy… Zdrowie? Oczywiście miałem „zjazd”, a jak zjazd to i problemy z zasypianiem i potworne bóle serca…Ale na to mam kompletnie wyjebane! 😂 Liczyłem że uda mi się przeżyć tego bydlaka (wiecie którego) ale nawet jeśli się nie uda to…jakoś to przeżyję 😂 Stan mojego zdrowia jest ostatnim czym się przejmuję… 😨 Coś pozytywnego? Wygrałem kolejną książkę 😊 Ale literek do czytania nigdy dość… 😊 Muszę wygospodarować w pieczarze Marudy kolejną półkę, bo już się nie mieszczą, a biorę udział w kilku kolejnych konkursach i na tym na pewno nie poprzestanę 😂 Na szczęście dziś niedziela i mogę z czystym sumieniem pierdzielnąć się na łóżko, oddać lekturze i jęczeniu przez cholerny mięsień 😅 Jak ja kocham swoje życie! 😂 Część z Was wie jak kocham…
A jaki był dla Was ten tydzień? Działo się coś pozytywnego?

„Chodź ze mną”

Książkę którą Wam dziś przedstawiam miałem w dłoniach już dzień po premierze, zresztą trudno by było inaczej gdy można było ją zakupić z autografem Orbitowskiego. Nim przejdę do swoich odczuć po przeczytaniu owej, przytoczę fragment z okładki: „…Rok 2017. Czterdziestotrzyletni Dustin, kucharz i syn Heleny, po raz pierwszy słyszy od matki opowieść o ucieczce i ojcu, którego nigdy nie poznał. Musi skonfrontować się ze swoim pochodzeniem, prawdą o przeszłości Heleny oraz rodziną. (…) Kanwą dla opisanych wydarzeń jest m.in. zaczerpnięta z prasy historia tajemniczego obiektu latającego, który spadł do gdyńskiego basenu portowego pod koniec lat pięćdziesiątych. Czy był to odłamek meteorytu, satelita, a może coś innego?”. Dwie poprzednie powieści Orbitowskiego które czytałem doprowadzały mnie do szewskiej pasji tym, że początki były pogmatwane, nasycone niepotrzebnymi szczegółami, przez co traciło się zapał do dalszego czytania. Z przyjemnością stwierdzam, że tu jest pod tym względem lepiej. Książka od samego początku tworzy przed nami zarys historii, jednocześnie budując napięcie jak dalej się potoczy. Sporym plusem książki są krótkie rozdziały, szczególnie gdy tak jak ja ma się wiecznie coś do zrobienia, ciągle ktoś zawraca dupę, a czytać mogę jedynie w wolnych chwilach i wieczorami. Wspomniany wcześniej początek zawiedzie poszukiwaczy wrażeń. Są tu ckliwe wspominki, historia pewnej miłości, a wszystko opowiadane przez człowieka zapisującego to w formie elektronicznego pamiętnika… Można by rzec, że dupy nie urywa, ale uwierzcie, czytałem to z zaciekawieniem, choć w chwili gdy piszę tą recenzję (maj) na słowo MIŁOŚĆ dostaję mdłości. Nie będę streszczał Wam książki, zdradzę natomiast, że głównym wątkiem jest poszukiwanie przez pewnego człowieka prawdy o swoim ojcu. W tym celu udaje się do swojej matki, a opowieść którą słyszy z jej ust z każdą chwilą staje się coraz bardziej zaskakująca. Tak swoją drogą, książka w pewnym momencie skojarzyła mi się z „Kultem”, wcześniejszą książką Orbitowskiego, ale nie zdradzę dlaczego… 🙂 Na in minus można zaliczyć to, że książka jest swoistą przeplatanką rodzinnej historii z życiem obecnym, co przyznam trochę irytowało, bo jednak chciało by się jak najszybciej poznać prawdę, a jest się wbrew swojej woli odciąganym w zupełnie innym kierunku i to wtedy gdy historia robi się naprawdę ciekawa. A momentami wręcz popieprzona… I uwierzcie, nie ma w tym stwierdzeniu ani drobiny przesady, ale nie chcę zdradzać za wiele. Książkę czytało mi się świetnie, choć odrobinę bym ją okroił, przynajmniej o część fragmentów nie związanych z historią. Swoją drogą ów drugi, dość nietypowy wątek, wpleciony w całość jest fantastycznie.
Moja ocena w skali 1-6? (fanfary!) Daję 5! Ta książka naprawdę zaskakuje! Do pewnego momentu byłem przekonany że wiem gdzie mnie zaprowadzi by nagle oberwać w łeb czymś czego w tego typu powieści bym się nie spodziewał i od tego momentu fabuła w świetny sposób przekształca się z opowieści o trudnej miłości w…. nie powiem! Czytało się to z zapartym tchem i co fajniejsze niemal do samego końca nie ma się pewności czy opiwiadana historia jest prawdziwa, czy to wszystko jest wymysłem starej, chorej kobiety. Orbitowski naprawdę miło mnie zaskoczył i mogę z całą pewnością stwierdzić że jest to jak na razie najlepsza powieść jego autorstwa jaką czytałem. Wcześniej wspomniany „Kult” gdyby nie przesyt kurestwa, którego w książkach nie znoszę, pewnie by ją przebił, natomiast tu wszystko jest wyważone a książka trzyma w napięciu do ostatnich stron. A autograf ulubionego autora jest taką wisienką na pysznym czytelniczym torcie jakim niewątpliwie jest ta książka. Piątka zasłużona!
PS: Nie streszczam książek tylko piszę o swoich odczuciach więc nie spodziewajcie się wielu szczegółów, tylko kupujcie w ciemno bo warto. Miłość, ludzka nienawiść, ucieczka, śmierć i mega pokręcona historia, a to wszystko napisane ręką świetnego pisarza, czego chcieć więcej? Kosmity! 🙂 Ale nie rozwinę myśli by nie psuć zabawy ewentualnym czytelnikom. Świetna książka z zaskakującym zakończeniem. Gorąco polecam 🙂

Maruda na wieczór…

Każdy z nas bywa mniej lub bardziej naiwny… Może to przez to, że nie wyleczyliśmy się z wiary w ludzi? Ja w swojej naiwności pozwoliłem zmarnować pewnej osobie blisko 5 lat życia, a co gorsze wierząc że wyciągnie mnie z tego cholerstwa nie zauważyłem że jeszcze głębiej mnie w nie wpycha… Naiwność… Jest przypisana do ludzi mających mięciutkie serduszka… Dlatego mając miękkie serce trzeba sobie wyrobić twardą dupę, bo zawsze znajdzie się jakieś bydle które wykorzysta naszą dobroć, albo zabawi się naszymi pragnieniami i marzeniami… Wrażliwość, uczuciowość, sprawiają że człowiek kolekcjonuje blizny na duszy… Lepiej być zimnym skurwysynem, ale niestety nie każdy ma ku temu predyspozycje… Dobro zawsze będzie kąsane przez zło, tak było, jest i będzie. Ale czy to znaczy że nie warto być dobrym? Moim zdaniem warto, mimo że bycie dobrym się nie opłaca i bywa naprawdę bolesne. Warto być dobrym, warto być przyzwoitym, bo dla każdego z nas przyjdzie taki moment, że zostaniemy z tego rozliczeni. Bycie złym opłaca się TU, lecz owo TU jest tylko nędzną kroplą przy wieczności. Dobro jest czymś najpiękniejszym co posiada człowiek, moje drogie pociechy. Dobro jest piękne. A zło? Zło jest niczym chwast daremnie próbujący opanować ogród i obsiać go swoją brzydotą. Na szczęście nad nami czuwa ogrodnik który kocha swoje kwiaty i na to nie pozwoli 😊 Kolekcjoner blizn za chwilkę rzuci się na łóżko, a Wam życzę miłego wieczoru i spokojnej nocy 😊
PS: Jutro recka najnowszej książki Orbitowskiego 😆

Pytanie do Was :-)

Piąteczek mamy, Panowie i Panie, tradycyjnie więc pora zadać pytanie! A dzisiejsze brzmi następująco: Czy Waszym zdaniem możliwe jest stwierdzić bez żadnych wątpliwości co jest dobre a co złe? Czy są rzeczy za które można bezwarunkowo drugiego człowieka potępić? Czy każdą zbrodnię można w jakiś sposób choć trochę usprawiedliwić?

Wybitnemu tenisiście-Rodacy! 😂

W Kozerkach otwarto kort centralny im. Lecha Kaczyńskiego… Jak wiadomo Lech Kaczyński był zapalonym tenisistą, z rakietą właściwie się nie rozstawał, więc nadanie tego typu miejscu jego imienia jest w pełni uzasadnione 😂 Teraz pora na jakieś boisko do koszykówki 😂😂😂 Wszyscy przecież pamiętamy te cudowne wsady jakimi popisywali się bracia Kaczyńscy 😂 Ja pierdolę, kurwa! Wiecie, po trosze to śmieszne, po trosze straszne, bo próbuje się robić bohaterem faceta którego największym życiowym sukcesem było doprowadzenie do katastrofy w której zginęła blisko setka osób! Pomniki, tablice, jeszcze tylko kapliczek brakuje! Jak tak dalej pójdzie to w Polsce zabraknie policjantów do pilnowania tych wszystkich Lechów! Za 50 lat i tak nikt nie będzie pamiętał kim byli bracia Kaczyńscy, tak jak dzisiejsze nastolatki drapią się w głowę na pytania o Gomułkę czy Gierka i nawet zasranie połowy Polski pomnikami i tablicami tego nie zmieni! Żeby jeszcze te rzeźby przypominały Lecha Kaczyńskiego, ale większość z nich, gdyby nie podpisy, nie mówiła by ludziom nic, bo są do dupy nie podobne… Najwyraźniej sympatycy złajdaczonej prawicy i błogosławionego Lecha wychodzą z założenia że utrwalenie jego wizerunku w kamieniu zapewni mu pamięć na wieki… Nic bardziej mylnego. W historii ludzie zapisują się dzięki dokonaniom, a te Lech Kaczyński miał mizerne… Swoją drogą tak w temacie tego kortu przypomniał mi się żart… Co bracia Kaczyńscy robią na korcie tenisowym? Grają w siatkówkę! 😂

O braku nauczycieli, sklepie i ostatniej woli Marudy…

Z danych publikowanych przez kuratoria wynika że w Polsce jest ok. 20 tysięcy wakatów dla nauczycieli, a minister Czarnek raczył ostatnio stwierdzić że nic złego się nie dzieje! 😂😂 Pewnie że nic złego się nie dzieje jak za pierdolenie głupot co miesiąc na konto wpływa kilkanaście tysięcy… Proponował bym owe wakaty obsadzić księżmi, najlepiej takimi co to lubią pokazać dziecku kutasa, dzięki czemu Polskie latorośle będą miały religię i wychowanie seksualne w jednym, a przy okazji zaoszczędzi się na pomocach dydaktycznych, gdyż ksiądz potrzebny do nauki atrybut zawsze ma pod ręką 😂 Minister Czarnek natomiast swą osobą daje nadzieję wielu pół mózgom udowadniając że w naszym nieszczęsnym kraju nawet największy debil potrafi zrobić karierę! 😂

Z przykrością muszę stwierdzić, że chyba trzeba będzie pomyśleć o zmianie sklepu w którym robię poranne zakupy… Żeby nie było, wiem że sklep jest czynny od 6tej i to że otwierają wcześniej jest wynikiem ich dobrej woli, ale nie brakuje takich którzy muszą zakupy zrobić wcześniej, a w dobie kryzysu chyba każdy klient i każdy grosz się liczy? Tym bardziej że kilkanaście metrów dalej jest drugi sklep który o 5.30 jest już czynny… Jeżeli mój obecny stać by olewać tych kilku klientów którzy całują klamkę o 5.40 to trudno… Ostatnio zdarzało się tak że na radosne przekręcenie kluczyka czeka 3-4 osoby i bynajmniej nie przychodzą do sklepu o tej porze bo spać nie mogą, tylko gdzieś się śpieszą. Od lat byłem lojalny wobec tego sklepu, ale jeżeli lojalność ma się przekładać na stanie jak chuj na weselu, w deszczu, to ja podziękuję i teraz za każdym razem gdy będzie zamknięte obiorę kierunek na drugi sklep…

To co teraz napiszę potraktujcie nie jako żart, ale moją ostatnią wolę! Gdy umrę to chcę leżeć w trumnie na brzuchu i koniecznie bez spodni! Czemu? A no dlatego, żeby ta cała „zrozpaczona” rodzina jaka zbierze się przy trumnie mogła mnie ależ się pogoda spierdzieliła…Ale jak to w Polsce… Albo skwar, albo leje i leje… 😂

W zakładce „Wpisy ustawione do publikacji” wrzuciłem kolejny, krótki filmik, na którym z dumą prezentuję swoje plony. W tym roku szklarnię od samego początku ogarniam sam, sporo roboty w to włożyłem, ale opłaciło się, bo większość odmian naprawdę dobrze obrodziła. Do tego stopnia że zerwał się jeden z drutów do którego były podczepione sznurkami rośliny i bynajmniej nie był to cieniutki drucik 🙂 Jak dożyję to na wiosnę podrzucę Wam nazwy kilku świetnych, naprawdę plennych odmian 🙂 A jak nie dożyję do kontaktujcie się ze mną przez Szwedowskiego 🙂

O „Bezpańskich” psach…

Wpis zacznę od zapytania, czy tam gdzie mieszkacie psy latają luzem, pozbawione opieki właścicieli? Na moim osiedlu taki widok to nic nadzwyczajnego i zastanawiam się czy tylko u mnie ludzie mają w dupie swoje czworonogi czy stało się to smutną normą? Lata temu jeździł hycel i odławiał wałęsające się zwierzęta. Rozwiązanie było o tyle dobre, że właściciele w obawie przed utratą czworonoga dbali by nie oddalał się z posesji, a dziś? Dziś wystarczy bym przeszedł dwie krótkie ulice prowadzące do sklepu, by minęło mnie kilka szwendających się psów, w tym dwa należące do tego pojeba co mnie chorobliwie nienawidzi. Pomijając fakt, że taki pies może kogoś ugryźć, po osiedlu jeżdżą samochody i zwierzak może zostać rozjechany… Naprawdę pojąć tego nie mogę, po jaką kurwę bierze się do domu zwierzę, któremu potem nie zapewnia się należytej opieki?! Nie wyobrażam sobie żeby Karmel szlajał się po całych dniach nie wiadomo gdzie, narażony na potrącenie czy pogryzienie przez inne zwierzęta. Zastanawia również fakt, że nikt, na czele z gminą, nic z tym nie robi! Wieeeeeem, wieeeeem, nie ma co wymagać od ludzi ludzkiego zachowania, ale jednak odrobinę rozumu właścicielom zwierzaków by się przydało, bo pies czy kot to nie zabawka, tylko żywe stworzenie i albo się bierze za nie odpowiedzialność, albo się takowego pod dach nie zaprasza!

O kompletnym braku zainteresowania…

Wiecie, uświadomiłem sobie że ja właściwie nic nie wiem o tych hałaśliwych sąsiadach, mimo że wprowadzili się na moją ulicę trzy lata temu, jak nie lepiej… Nie wiem ile osób mieszka w tym domu, jak mają na imię, ani czym się zajmują! Gdybym nie przeczytał nazwiska na kuble ze śmieciami to nawet i tego bym nie wiedział! 😂😂 Właściwie jedyne co o nich wiem, to że nie potrafią zachowywać się cicho…Ale akurat to połowa osiedla wie 😂 Wiem co teraz pomyślicie… Jak można nie znać własnych sąsiadów?! 😂 Nic nie poradzę że jakoś niespecjalnie mnie obchodzą 😅 Odkąd depresja się pogłębiła ogólnie na wiele rzeczy mam kompletnie wyjebane, a na dodatek mam alergię na plotki, więc to co się dzieje na osiedlu dociera do mnie w niewielkim stopniu i w ogóle mi to nie przeszkadza 😕 Szkoda że w drugą stronę to tak nie działa, a moje życie jest na mordach wielu 😂😂 Ale niech gadają jeżeli im to pomaga dowartościować nędzne ego 😂 Ja mam ubaw gdy moja skromna osoba jest tematem plotek, a ten pan co to chorobliwie mnie nienawidzi dba o świeże informacje dla osiedlowych plotkarzy 😂😂
A Wy interesujecie się sprawami lokalnej społeczności, sąsiadami, życiem mieszkańców swoich osiedli czy miejscowości, tym co się u Was dzieje? Mam nadzieję że znajdzie się choć jedna osoba która tak jak ja ma kompletnie wyjebane! 😂

„Chłopiec bez nazwiska”

Na wstępie mej marudnej recenzji pragnę zaznaczyć iż książkę tą wygrałem w konkursie w którym brały udział same kobiety… Powinno mi to dać do myślenia, ale pragnienie wygrywania konkursów rzuciło mi się na mózg! 🙂 Nim przejdę do oceny tego dzieła zacytuję fragment z okładki: „Ta książka to nie tylko opowieść o losach chłopca. To historia miłości gorącej, prawdziwej, niszczącej a zarazem bardzo wspierającej i twórczej. To też tęsknota za uczuciem, bezwarunkowym, może nieco wyidealizowanym, które jest silniejsze niż cały świat. Bo gdy dwie kobiety kochają jednego mężczyznę, to miłość na pewno nie będzie bezpieczną przystanią”. Brzmi zachęcająco? No baaaa… Już po przeczytaniu pierwszego rozdziału mą głowę nawiedziła myśl: Boże, w co ja się wpierdoliłem! Ale chcąc napisać rzetelną recenzję musiałem dobrnąć do końca, więc cierp ciało jak ci się chciało…Potem też nie było wiele lepiej. Facet rżnie kurwiszcze którym od młodych lat opiekowała się jego narzeczona, razem wyjeżdżają, wychodzą jakieś chore układy, dialogi jak z polskiej telenoweli… Kurwa mać… Nie wiem, może ta książka męczyła mnie bo nie cierpię zdrad i innego kurewstwa, może dlatego że nie jestem miłośnikiem romansów i brak zasad moralnych mnie brzydzi, ale naprawdę czytałem to bez przyjemności, modląc się by kolejne rozdziały się skończyły. Swoją drogą już widzę te ckliwe i pełne zachwytu recenzje blogerek które weszły w układ z wydawnictwem. Rękę dam sobie uciąć że przedstawią tą książkę jako coś niesamowitego. Facet kurwiarz i dwie kobiety, jedna naiwna, a druga kurwisko- mocny kandydat do literackiej nagrody Nobla… Teraz wyobraźcie sobie jak musiałem się czuć czytając to dzieło, gdy czekała już na mnie zbierająca świetne recenzje książka Jakuba Żulczyka! Ale musiałem czołgać się przez tą książkę, bo gdybym nie skończył to czuł bym się nie fer przy wystawieniu oceny… No więc romans się wydaje, pani naiwna się wyprowadza, wcześniej informując kurwiarza że jest z nim w ciąży… Miesiące mijają, dziecko przychodzi na świat po czym… Ej, zdradzam fabułę… No cóż, potem dzieje się coś cholernie niesprawiedliwego… I więcej nie powiem, bo gdyby ktoś z Was zapragnął sięgnąć po tą książkę…
Moja ocena w skali 1-6? (fanfary!!!) Daję 2+! Książka nie jest napisana źle, ale mimo to jej czytanie sprawiło mi tyle przyjemności co może sprawić włożenie fiuta w mrowisko… Może rzeczywiście jest dla kobiet i nie powinienem brać udziału w tym konkursie? Jeśli tak to w ogóle nie rozumiem kobiet. Zdrada, ciągłe dymanie, tragiczna śmierć, zaginione dziecko i dialogi jak z „Klanu”. Może swoją recenzją krzywdzę tą książkę, może tylko czytana samczym okiem jest taka badziewna? Faktem jest że trafiłem na gatunek za którym nie przepadam i naprawdę nie wiem czy moja ocena będzie sprawiedliwą oceną książki jako całości. Może kobiety czy wielbiciele zdrad, romansów itp ocenili by ją lepiej? Ja daję dwóję i dokładam jeszcze plusik za autograf z dedykacją autorki. Poza tym jako zaletę kąśliwie dodam dużą czcionkę, przez co czytało się to dość szybko i oczy jakoś szczególnie się nie męczyły… 🙂 Męczyło się natomiast moje poczucie dobrego smaku, które gdzieś przy 30tej stronie schowało się za szafę i nawet wabione kiełbasą nie chciało wyjść! 🙂 Książki nie można nazwać gniotem, ale…Sama historia jest czymś czego nie chciał bym przeżyć a jej bohaterowie są ludźmi na których brzydził bym się nasrać… Bo wbrew pozorom miłość nie usprawiedliwia zdrad, kłamstw, podłości ani innego kurewstwa… A jeśli ktoś myśli inaczej to szczerze współczuję.

Wierszydło Marudy

W zimnym kamieniu tych kilka liter wyryte,
jak kiedyś życie w jego sercu bruzdy żłobiło,
stał się wspomnieniem co w ludzkiej pamięci rozmyte,
tak jakby wcale go tutaj nie było…
Kawałek pękniętego szkła na grobowej płycie,
znalazła go cisza której tak zawzięcie szukał,
dzisiaj gdzie indziej toczy się jego życie,
tam go cierpienie na pewno nie zbruka.